środa, 26 marca 2014

Guerlain Météorites Perles Iluminating Powder - kolekcja wiosenna

Na wstępie przyznaję się bez bicia, że ostatnio strasznie zaniedbałam bloga. Zawsze wypadało mi coś co uniemożliwiało mi napisanie kolejnego posta i ograniczało zaglądanie na Wasze blogi. Brak czasu też mi tego nie ułatwiał. Obiecuję nadrobić zaległości i częściej umieszczać notki :)
Dzisiejszy post będzie dotyczył Meteorytów Guerlain o których słyszał już chyba każdy. Jedni są nimi zachwyceni a inni nie widzą po ich użyciu żadnego efektu. Ja bez wątpienia dostrzegam ich magię i używam je w codziennym makijażu.
Pamiętam, że moje pierwsze meteoryty otrzymałam około 5 lat temu. Naczytałam się tylu pozytywnych opinii, że musiałam je mieć. Napisałam list do św. Mikołaja (czyli męża ) i znalazłam upragniony prezent pod choinką - odcień Beige Chic :) Po pierwszym użyciu nie doznałam zachwytu, ale im dłużej je stosowałam tym większą różnicę zaczęłam dostrzegać. Po użyciu kuleczek buzia wyglądała promiennie, rysy zostały złagodzone a makijaż stał się kompletny. Śmiało mogę porównać, że to tak jakby postawić kropkę nad i. Pokochałam je i widziałam dużą różnicę w wyglądzie twarzy jeśli ich nie nałożyłam. Od tamtego czasu używam ich codziennie i muszę przyznać, że są niesamowicie wydajne. Do dzisiejszego dnia mam jeszcze te pierwsze kuleczki i myślę, że spokojnie starczą mi do końca tego roku. Jedynie opakowanie pozostawia wiele do życzenia, bo tektura prawie się rozwaliła, ale mniejsza o to ;)
Z racji tego, że  moich meteorytków jest już co raz mniej w opakowaniu zaczęłam rozglądać się za nowymi. Tym razem padło na Météorites Perles Iluminating Powder ( 229zł ) - kolekcja wiosenna. Odcień 03 Medium.


Pierwszą różnicą jaką dostrzegłam pomiędzy posiadanymi przeze mnie wersjami pudru to pudełeczko. W nowej wersji srebrne, eleganckie, metalowe i bardzo łatwe w otwieraniu (w przeciwieństwie do moich starych kuleczek). Drugą różnicą jest gramatura ( 25 g ), niestety cena wzrosła a ilość pudru zmalała. Zapach pozostał ten sam - kwiatowy, pudrowy, dla mnie piękny.


Natomiast jeżeli chodzi o działanie to pomimo, że Beige Chic bardziej mnie urzekły to urok meteorytów z nowej kolekcji odkrywam stopniowo każdego dnia. Kiedyś w ramach testu nałożyłam puder tylko na pół twarzy i różnica była niesamowita. Wyrównują koloryt, sprawiają, że twarz staje się promienna, jakby delikatniejsza. Idealnie wykańczają makijaż. Nadają naszej cerze świeżości.
Dodam, że potrafią być zbawienne jeżeli zdarzy nam się nałożyć za dużo różu na policzki :) Wystarczy nałożyć puder w to samo miejsce co róż i mamy czary mary ;) Placki znikają a róż wygląda tak jak powinien :)
Obawiam się, że jestem po prostu od nich uzależniona ;)
Poniżej wklejam zdjęcie z meteorytami na buzi, chociaż nie ma szans, żeby zdjęcie oddało efekt widoczny gołym okiem ;)



poniedziałek, 17 marca 2014

Luksusowy kremowy mus do ciała Tajski Kwiat Lotosu - Avon Planet Spa

Nigdy nie byłam i nadal nie jestem fanką marki Avon. Nie interesują mnie ani ich katalogi ani produkty w nich zawarte. Nigdy nie kupiłam żadnego kosmetyku z Avon, ale kilka razy dostałam coś w prezencie, więc miałam okazję używać. Niestety do tej pory trafiłam tylko na jeden kosmetyk, który uważam za naprawdę godny uwagi - jest to kremowy mus do ciała Tajski Kwiat Lotosu z serii Avon Planet Spa.


Uwielbiam go przede wszystkim za obłędny zapach, który po użyciu musu czuć nie tylko na skórze, ale w całym pomieszczeniu. Jest po prostu piękny!
Ma bardzo przyjemną w dotyku konsystencję, dobrze się rozprowadza i jeżeli nie przesadzimy z ilością to wchłania się szybko. Pozostawia skórę nawilżoną, gładką i pachnącą. Nie uczula, nie podrażnia skóry, daje natomiast poczucie świeżości.

 
Mus znajduje się w wygodnym, plastikowym opakowaniu umożliwiającym całkowite wydobycie kosmetyku, a co za tym idzie wykorzystanie go w całości.
 
 
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym kosmetykiem i muszę przyznać, że idealnie sprawdza się dla mojej suchej skóry. I do tego ten zapach...

wtorek, 11 marca 2014

Essie - Angora Cardi

Chociaż w moim sercu już zagościła wiosna i czerpię ogromną radość z każdego promienia słońca to ostatnio polubiłam mało wiosenne kolory na paznokciach ;) Od niedawna w moim domu gości nowy Essiak - Angora Cardi i zabijcie mnie, ale nie jestem w stanie opisać tego koloru ;) Jedyne co mi przychodzi do głowy to jakiś dziwny odcień fioletu, śliwki...? Nie wiem, ale bardzo mi się podoba:)

 
Bardzo szybko schnie, łatwy w aplikacji ( zresztą jak większość Essie ) i najlepiej wygląda po nałożeniu dwóch warstw. Utrzymuje się 2- 3 dni.

poniedziałek, 3 marca 2014

70 TUMULTE - CHANEL JOUES CONTRASTE

Odkąd stałam się posiadaczką różu Chanel o odcieniu Reflex miałam świadomość, że na jednym kolorku się nie skończy... Wiadomo, w tych czasach mamy masę przeróżnych odcieni różu do policzków. Każda miłośniczka tego kosmetyku znajdzie coś dla siebie i niestety to może być dla nas zmorą, bo cóż uczynić gdy podoba nam się kilka odcieni? A no trzeba kupić, a portfel płacze... ;) Mnie marzył się taki prawdziwie różowy kolor i mam! Tumulte od Chanel jest moim ideałem :)
 
 
 
To była miłość od pierwszego wejrzenia. Dokładnie takiego koloru szukałam :) Oczywiście, żeby nie było za lekko początkowo w internecie upatrzyłam sobie śliczny odcień różowego, którego nie mogłam znaleźć w żadnej perfumerii. Pani z Douglasa podpowiedziała mi, że pewnie w Polsce ten kolor jest niedostępny, także ze smutkiem odpuściłam. Ale jak to się mówi, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :) Moje oczy ujrzały Tumulte i poszukiwania dobiegły końca.
Jest to śliczny, matowy kolor, który niesamowicie ciężko było mi uchwycić na zdjęciu.
 
 
Bardzo łatwy w aplikacji, na policzkach utrzymuje się calutki dzień i tym właśnie przebija Reflex, który jednak po kilku godzinach jest dużo mniej widoczny. Tumulte natomiast sam "nie schodzi" z policzków. Jedyną jego wadą jest niezbyt przyjemny zapach, który na szczęście czuć tylko w opakowaniu. Po nałożeniu różu na twarz zapach znika.
 
 

Chanel Joues Contraste uwielbiam i polecam każdej miłośniczce róży ;)

sobota, 1 marca 2014

Ryż z kurczakiem i warzywami, czyli pomysł na szybki obiad ;)

Podejrzewam, że większość z nas ma takie dni, w których mamy ochotę na coś smacznego, ale nie mamy ochoty stać godzinami w kuchni ;) W związku z tym mam dzisiaj dla Was przepis na dobry i bardzo prosty w przyrządzeniu obiad.
 
Składniki:
  • 3 saszetki ryżu
  • 2 ćwiartki z kurczaka
  • 1 cebula
  • puszka kukurydzy
  • pomidory w puszce
  • przyprawa do kurczaka, vegeta, sól, pieprz
 
Sposób przygotowania:
Wcześniej ugotowanego kurczaka obieramy i kroimy na kawałki. Posypujemy przyprawą do kurczaka, vegetą i dokładnie mieszamy. Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy lekko na patelni. Dodajemy kurczaka i posypujemy pieprzem według uznania. W między czasie gotujemy ryż.


 
Do kurczaka dodajemy kukurydzę i pomidory. Mieszamy i smażymy kilka minut.

 
Ugotowany ryż wykładamy na talerze a na wierzch kładziemy kurczaka z warzywami. Gotowe, smacznego! ;)

czwartek, 27 lutego 2014

Essie - Muchi Muchi

Jestem miłośniczką różowych paznokci w przeróżnych odcieniach, ale ostatnio moje serce skradł kolor Muchi Muchi od Essie :)
 
 
Jest to śliczny, delikatny róż, który najlepiej prezentuję się na pazurkach po nałożeniu 3 warstw. Lakier szybko schnie, więc nie sprawia to większego problemu.

 
 
Na moich paznokciach utrzymuje się 3 dni, ale jeżeli chodzi o trwałość to  tak mam prawie ze wszystkimi Essiakami. Jakoś te lakiery z moimi pazurkami nie chcą współpracować dłużej, ale i tak je kocham;).

 
Jak dla mnie jest to kolor idealny na nadchodzącą wiosnę i lato. A Wam jak się podoba?:)
 

poniedziałek, 24 lutego 2014

Podkład Chanel Vitalumiere Aqua

Dziś recenzja podkładu Chanel Vitalumiere Aqua ( 30 ml, 189 zł - posiadam odcień 30 Beige )  na który miałam ochotę odkąd otrzymałam jego próbkę. Niestety często tak mam, że próbka danego kosmetyku mnie zachwyci a pełnowymiarowy produkt już mniej. W tym przypadku było podobnie, chociaż na ten podkład nie mogę narzekać. A Wy też tak macie czy to tylko ze mną coś nie tak? :)


Podkład znajduje się w małej, plastikowej buteleczce, która jednym bardzo się podoba a dla innych jest za tandetna jak na Chanel. Ja należę do tych, którym opakowanie się podoba. Początkowo  byłam zaskoczona jak zobaczyłam jak mała jest ta butelka, ale w domu porównałam ją z podkładem Dior, który jest prawie o połowę większy i okazało się, że oba podkłady mają taką samą pojemność. Po prostu w podkładzie Chanel nie ma szklanej buteleczki z podwójnym dnem i wysokiej nakrętki, która dodaje produktowi wielkości. Vitalumiere Aqua ma małe, ale poręczne opakowanie, które dla mnie wygląda elegancko. Bardzo podoba mi się w nim to, że nie muszę się obawiać, że go upuszczę i wszystko się potłucze. Można go śmiało wrzucić do torebki i o nic się nie martwić. Ja tak lubię:)
Jedynym minusem tego opakowania jest to, że nie widać ile produktu jeszcze zostało, także trzeba być czujnym, żeby rano nie okazało się, że się skończył i zostaliśmy bez podkładu. (Ja nie muszę się tego obawiać, bo zazwyczaj mam więcej niż jeden podkład).
 

Teraz kilka słów o samym podkładzie.
Obietnice producenta:
Perfekcyjna cera, efekt drugiej skóry, natychmiastowy, naturalny blask. Podkład ujednolicający dla każdego typu cery. Delikatna i lekka konsystencja idealnie stapia się ze skórą. Zapewnia naturalny efekt i pudrowe wykończenie. Pigmenty Soft Fokus nowej generacji stymulują blask cery. Dzięki obecności wody z lotosu i ekstraktowi z alg brunatnych skóra jest świeża i wypoczęta.
Moja opinia:
Chanel Vitalumiere Aqua jest to podkład, który cudownie pachnie. Po prostu uwielbiam ten zapach. Po nałożeniu na twarz mam odczucie świeżości, lekkości i nawilżenia. Skóra wygląda świeżo i faktycznie ma naturalny blask. Nie podkreśla żadnych suchych skórek i ładnie stapia się ze skórą. Dobrze się rozprowadza, chociaż troszkę denerwuje mnie, że przed nałożeniem trzeba porządnie wstrząsnąć buteleczką w celu zmieszania wszystkich składników - zwłaszcza wody. Krycie nie jest perfekcyjne, jest raczej średnie, ale podkład ładnie wyrównuje koloryt i nie czuję, że go mam na buzi. Przy wcześniej wspomnianej próbce odnosiłam wrażenie, że podkład jest gęstszy i lepiej kryje dlatego mój zachwyt był większy.
Nie uczula mnie, nic mi po nim nie wyskakuje, nie wysusza mojej skóry i utrzymuje się na twarzy prawie cały dzień. Ogólnie rzecz biorąc jest to bardzo dobry podkład, tylko dla mnie ciut za mało kryjący. Nie wiem tylko jak z wydajnością, bo to moje pierwsze opakowanie i nie wiem jak będzie sprawdzał się latem, ale mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie:)