sobota, 22 lutego 2014

Nowa torebka H&M + spacerek prawie wiosenny :)

Torebki uwielbiam prawie tak jak kosmetyki. Jeżeli nie planuję zakupu to wolę nawet nie patrzeć, żeby mnie serce nie bolało ;) Zawsze mam pecha, że trafię na taką, która z pewnością by mi się przydała:) Od jakiegoś czasu po głowie chodziła mi czarna torebka z H&M, więc nie trudno się domyślić jaka byłam szczęśliwa, gdy mój mąż wręczył mi ją na walentynki. I jak tu nie lubić tego "święta"? ;) Torebka jest naprawdę duża, ale ja lubię duże torby - a takiej jeszcze nie miałam;)


Poniżej wklejam też kilka fotek z dnia;) Wybrałam się na spacerek, bo pogoda robi się co raz piękniejsza. Dni są co raz dłuższe, słońce pięknie świeci, ptaszki śpiewają, kaczki się opalają - żyć nie umierać;)
 


 
 
 
 
 Pozdrowionka dla Was :)

wtorek, 18 lutego 2014

Astor Volume Diva Mascara - tusz pogrubiający rzęsy

Z racji tego, że wciąż poszukuję tuszu idealnego obecnie testuję maskarę Astor Diva ( około 36 zł ). To jest już moje drugie opakowanie i raczej ostatnie. Za pierwszym razem używałam jej z innym tuszem i efekt był całkiem zadowalający. Teraz gdy używam jej solo niestety już nie mogę powiedzieć tego samego.
 

Jedyny efekt jaki mogę uzyskać tym tuszem to wydłużenie rzęs. Absolutnie nie widzę efektu pogrubienia a przecież jest to tusz pogrubiający. Muszę nałożyć kilka warstw, żeby rzęsy były bardziej wyraziste, w przeciwnym razie otrzymam bardzo delikatny i mało widoczny rezultat.
Jeżeli chodzi o jego pozytywne strony to na pewno muszę mu przyznać, że nie skleja rzęs, nie rozmazuje się i nie kruszy. Dosyć dobrze się nakłada i ma śliczne, eleganckie opakowanie w kolorze złota.
 
 
Szczoteczka jest całkiem fajna: nie za gruba, nie za mała, dobrze rozczesuje rzęsy.

 
Niestety mimo wszystko nie jest to tusz, który spełnia moje oczekiwania :( Nie pogrubia rzęs, daje za słaby i zbyt delikatny efekt. Trzeba troszkę się namachać, żeby rzęsy były wyraźniejsze.

 
 
A może Wy macie jakiś sprawdzony tusz, który ładnie pogrubia rzęsy, wydłuża je, nie skleja i nie rozmazuje się?:)

niedziela, 16 lutego 2014

Essie: nr 44 Bahama Mama

Jak już kiedyś pisałam lakiery Essie uwielbiam i najchętniej przygarnęłabym 90% dostępnych kolorów. Z racji tego, że jest to nierealne ( a szkoda ;) ) wybieram kolory, które szczególnie wpadną mi w oko. Ostatnio na dobre zagościł u mnie kolor Bahama Mama, który chciałam dzisiaj Wam pokazać.
 
 
Na dobrą sprawę ciężko jest mi opisać ten kolor, niby śliwkowy, ale nie do końca, coś pomiędzy kolorem bordowym a fioletowym. Mniejsza o to, jest po prostu piękny:)


Bahama Mama jak większość lakierów Essie bardzo przyjemnie się maluje, ma szeroki pędzelek i szybko schnie. Ciężko jest uchwycić kolor na zdjęciu, ale w rzeczywistości prezentuje się cudownie. Bardzo lubię ten odcień. A Wam jak się podoba?
 

poniedziałek, 10 lutego 2014

Różności, czyli zakupy i nie tylko ;)

Mój nos wyczuwa już wiosnę i oby się nie pomylił. Sama myśl, że to co najlepsze przed nami sprawia, że nabieram chęci do życia ;) No niestety nie jestem typem zimowego miłośnika, chociaż chyba powinnam, bo urodziłam się w grudniu, ale mniejsza o to. Słonko na niebie wprawiło mnie w tak dobry nastrój, że wyruszyłam na malutkie zakupy. Moja kosmetyczna wishlista ciągle się powiększa i ciężko mi podjąć decyzje co upolować jako pierwsze. Zdecydowałam się w końcu na podkład Chanel Vitalumiere Aqua na który miałam chrapkę odkąd zużyłam próbkę. Recenzja z pewnością pojawi się na blogu, ale póki co jestem na etapie testowania :)

 
Poza podkładem zakupiłam na wypróbowanie produkty, które mają uratować moje dłonie i stopy po zimie. Zabiegi regenerujące Perfecta. Moje ręce fatalnie znoszą minusowe temperatury i rzadko który krem jest im w stanie pomóc, dlatego pomyślałam, że takie domowe SPA im się przyda ;) Zobaczymy czy cokolwiek zadziała. Kupiłam też intensywnie regenerującą maseczkę do włosów suchych i zniszczonych Biovax.
 
 
W końcu wybrałam się na spacer do parku. Jak widać w parku tłumy ludzi ;)
 

Na rozgrzewkę po spacerku herbatka i słodka przekąska.
 
 
I na koniec fotka mojego psiaka, któremu na kanapie jest zdecydowanie za twardo ;)
 
 
Pozdrowienia dla Was :)

czwartek, 6 lutego 2014

Wszyscy mają TANGLE TEEZER - mam i ja! ;)

Długo zastanawiałam się nad zakupem szczotki Tangle Teezer, gdyż nie należy ona do najtańszych a w końcu to tylko szczotka do włosów. Jednak spotkałam się z tyloma pozytywnymi opiniami, że nie mogłam jej się oprzeć :) Mam długie włosy, które bardzo mi wypadają - zwłaszcza gdy rozczesuję je po umyciu. Dosłownie garść włosów i pełno na podłodze. Skórę głowy mam niesamowicie wrażliwą, także każde pociągnięcie doprowadza mnie do szału ;) Moja stara szczotka prosiła się o wymianę, więc postanowiłam zainwestować w Tangle Teezer.

 
Na wstępie dodam, że swoją szczotkę zakupiłam na Allegro i z wysyłką kosztowała mnie prawie 50 zł. Na stronie producenta sama szczotka kosztuje 65 zł. Kupowałam u sprawdzonego Allegrowicza, który ma 100% pozytywnych komentarzy i jestem pewna, że szczotka jest oryginalna. Oczywiście przyszła do mnie w oryginalnym opakowaniu.
Zamówiłam wersję kompaktową, gdyż te szczotki bardziej mi się podobały od tych tradycyjnych, poza tym jest zamykana, więc chroni ząbki przed zniszczeniem. Można ją nosić w torebce bez obaw.

 
Jakie jest moje zdanie na temat TT?
Używam jej około 3 tygodnie, także jest to całkiem świeży zakup, ale włosy myję co drugi dzień, czasami codziennie, więc mam już pewne spostrzeżenia. Przede wszystkim faktycznie zmniejsza  ilość wypadających włosów. Do tej pory po każdym czesaniu miałam dosłownie garść włosów, teraz gdy czeszę włosy TT jest ich dosłownie kilka sztuk na szczotce. Różnica jest diametralna. Mam nadzieję, że z czasem to się nie zmieni. Włosy rozczesuje bardzo łatwo zarówno na mokro jak i na sucho. Wygodnie trzyma się ją w ręku i czesanie nią jest bardzo przyjemne dla skóry głowy. Jedynie nie zauważyłam, żeby moje włosy nabrały większego blasku, ale może jak dłużej poużywam to będzie lepiej.
Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że szczotka wizualnie bardzo mi się podoba:)

 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Miss Sporty Hollywood Forever 8 Hr

Dziś krótka notka o błyszczyku, którego używam już kilka miesięcy i uważam, że jest to całkiem fajny produkt w swojej kategorii cenowej. Na wstępie dodam, że od błyszczyka za około 10 zł nie oczekuję super trwałości, cudownego nawilżenia ani tego, że zdziała z moimi ustami cuda. Wystarczy, żeby nadawał ustom ładny kolor, nie wysuszał ich i dobrze się rozprowadzał. Dla mnie błyszczyk z Miss Sporty taki właśnie jest.
Jestem posiadaczką koloru 118 Sweet Dance, jest to odcień różu, który bardzo lubię na ustach.

 
Ma delikatny, ładny zapach i jest wygodny w aplikacji. Opakowanie jest tak wykonane, że nic się nie wylewa po bokach. Jest wydajny i dosyć długo utrzymuje się na ustach. Oczywiście nie jest to 8 godzin tak jak podaje producent, ale tak naprawdę chyba żadna z nas nie wierzy, że kupując błyszczyk w tej cenie będziemy miały go na ustach tyle godzin. Utrzymuje się jakąś godzinę, ale to co w nim lubię najbardziej to to, że po tym czasie wygląda jakbym miała na ustach pomadkę. Czyli ogólnie rzecz biorąc jedna aplikacja służy mi około 2 godzinki. Schodzi równomiernie.
Niestety trochę się lepi i to jest jego wada, ale spotkałam się już z bardziej kleistymi błyszczykami w duuużo większej cenie.
A tak wygląda na ustach
 ( w rzeczywistości są może ciut ciemniejsze, ale niestety nie mogłam idealnie wyłapać koloru moim aparatem)


Pozdrawiam:)


wtorek, 28 stycznia 2014

CHANEL JOUES CONTRASTE 82 REFLEX - róż do policzków

Wychodzę z założenia, że nic tak nie dodaje świeżości, koloru i zdrowego wyglądu naszej twarzy jak róż do policzków. Ważne więc jest, żeby to był produkt dobrze dobrany do naszej cery i dobry jakościowo. Dla mnie numerem 1 jest róż do policzków Chanel.

 
Uwielbiam ten kosmetyk za to, że nie można zrobić sobie nim krzywdy w postaci nałożonej zbyt dużej ilości produktu na policzki - czyli przysłowiowe "placki" nam nie grożą. Możemy stopniowo zwiększać efekt jaki chcemy uzyskać. Łatwo go nałożyć i rozetrzeć.
Jest to najbardziej wydajny kosmetyk jaki kiedykolwiek miałam. Zakupiłam go około 3 lata temu, używam praktycznie codziennie i nie zużyłam nawet połowy. Zdaję sobie sprawę, że jego data ważności dawno się skończyła ( 18 miesięcy od otwarcia ), ale ja nie widzę różnicy i nic mi nie wyskakuje, więc na pewno go nie porzucę:)
 
 
Róż ten daje śliczne, aksamitne wykończenie. Utrzymuje się na policzkach prawie cały dzień, chociaż fakt faktem, że z każdą kolejną godziną staje się co raz mniej widoczny. 
Zapachu praktycznie nie ma, wąchając go w pudełku czuć taki zwykły zapach pudru, ale po nałożeniu go już nic nie czuć.
Chanel Joues Contraste ma eleganckie, proste a za razem śliczne opakowanie. Do różu dołączone jest lusterko i pędzelek, który według mnie nie nadaje się do nakładania różu,  ewentualnie jeśli ktoś chce może sobie nanieść nim jakieś poprawki w ciągu dnia, ale z tym trzeba uważać.
 
 
Posiadam odcień 82 Reflex i już przymierzam się do zakupu innego koloru :)
Bez wątpienia jest to kosmetyk ,który mogę polecić w 100%. Fakt nie jest tani, ale patrząc chociażby na jego niesamowitą wydajność moim zdaniem wart jest swojej ceny:)